Blog
Ciekawe czasy...
Scholi
Scholi Wolakiem'70
2 obserwujących 10 notek 23134 odsłony
Scholi, 4 lipca 2017 r.

Trójmiejska Radziecka La Piovra alias mecenas Marcin Janusz Kradziecki

383 3 1 A A A
Trójmiejska La Piovra
Trójmiejska La Piovra

La Piovra.

Nigdy w najśmielszych nawet snach o zemście, nie miałem wizji, że po 20 latach będę miał okoliczność tego cwaniaka zdemaskować przed opinią publiczną. A jednak oliwa sprawiedliwa i zawsze na wierzch wypływa. I wypłynęła. 

Ten koleżka z prawniczej szajki trójmiejskiej (tak jak giertyszek warsiaski bonz), który broni wszystkich przestępców-swojaków, od Nergala po panią prokurator, był w latach 90 sędzią w Trójmieście, w jakiś sposób później odsuniętym od stanowiska (szczegółów nie szukałem jeszcze). Został PONOWNIE nominowany przez prezydenta Kwacha z powrotem na sędziego w 2003 roku i spłaca długi.

"Przypadkiem" miałem z nim styczność, skazał mnie na 1,5 roku w zawieszeniu na 2 lata za nieumyślne spowodowanie uszkodzeń ciała osoby, która spowodowała wypadek (SIC). Prokurator żądał dla mnie nominalnie 6 miesięcy w zawieszeniu na 12 miesięcy i zadowoliłby się nawet miesiącem, chodziło tylko o uzyskanie odszkodowania z ubezpieczenia i innych, które sobie wykombinowali, a za które brali z sędzią prowizje od "poszkodowanych". Taki trik polegający na tym, jak mi wytłumaczył inny sędzia z kolegium ds wykroczeń drogowych z 25 letnim stażem, że ktoś ma wypadek samochodowy lub inny, i ktoś musi zostać winnym, żeby prawny pełnomocnik "poszkodowanego" z szajki w togach, mógł wyłudzić odszkodowania, od ubezpieczalni, od ZUSu, od Miasta i od ofiary...znaczy od tzw. "sprawcy" kolizji lub wypadku. Najśmieszniej, że babka, z którą miałem wypadek dostała na miejscu mandat za spowodowanie wypadku i przyznała się do złamania kilku przepisów kodeksu drogowego na raz...chyba w sumie 9 z kilkunastu wówczas obowiązujących. Jeszcze w roku 1998 albo 99, nie mam przy sobie wyroku, Marcin Janusz Kradziecki był sędzią w Sądzie w Gdyni i wykiwał na różne sposoby setki wypadkowiczów. Był od tego specjalistą. Palestra z trójmiasta, do której się zgłosiłem o pomoc w znalezieniu obrońcy, bo jestem z Warszawy i nie chciałem wozić na sprawy prawnika w delegacji i płacić dodatkowych tysięcy za usługi adwokata - po sprawdzeniu informacji który sędzia prowadzi sprawę, podstawili mi jego koleżankę z szajki, która wzięła z góry 5000 pln twierdząc, że sprawa już wygrana i że nie ma strachu. Zawiozłem ją na miejsce zdarzenia, pokazałam, zdjęcia zrobiliśmy własne, itd... Niestety Pani adwokat w czterdziestoletnim stażem, dobra znajoma sędziego Marcina J.K. nie pojawiała się na sprawach, albo zapominała mnie poinformować, że sprawy w terminie nie będzie i tak sobie jeździłem do Gdyni jak palant. Na najważniejszym przyjęciu zeznań od uchylającej się od przyjścia na salę sądową nibyposzkodowanej, do których doszło nie w mojej obecności, tylko prokurator, obrońca i sędzia Marcin J.K. pojechali do domu kobiety, pomimo, że nie miała L4 a nie przychodziła na sprawy, przysyłając jedynie informację nie poparte przez lekarza o złym samopoczuciu.
Na te zeznania oczywiście moja adwokat z szajki sędziego nie przyszła, bo była na wywczasie na Kanarach za te moje 5000pln, a sędzia przyjął od tzw. poszkodowanej zeznanie sprzeczne o 180 stopni od dwóch wcześniejszych, które pisemnie wcześniej złożyła, raz na Policji a raz w prokuraturze. Zaprzeczyła wszystkiemu temu do czego się wcześniej przyznała i co widzieli świadkowie, również postronni jak fryzjer, przechodnie itd,... i okazało się, że ja, pirat drogowy z warsiafki, nie potrąciłem jej w korku (dzięki temu przeżyła i nic jej się nie stało, oprócz siniaka), kiedy przebiegała między rzędami samochodów na drodze z 3 pasami w miejscu nieoznaczonym (!), tylko huknąłem ją centralnie na pasach na czerwonym dla mnie świetle, chociaż tam świateł nie było, i że szła nie tą ulica tylko inną i w ogóle to się wcześniej pomyliła jak zeznawała, 2 razy się precyzyjnie pomyliła i w ogóle szła z tragarzami... a potem sędzia jej przypomniał, że było inaczej... a nawet wprost przeciwnie inaczej i że on pomoże jej pięniążki wydobyć... a ich część przyswoić na poczet papuziej roboty. Tak mi powiedziała, jak się jej zapytałem przez telefon, bo na sale sądową sędzia nie kazał przychodzić i nawet wezwań jej nie wysyłał, cyt.
"dlaczego Pani, skoro jej się nic nie stało, mając właściwe poczucie winy sprawczyni, złożyła sprawę do prokuratury? To nie ja złożyłam - usłyszałem- to ten prawnik, który się do mnie sam zgłosił".

Pomimo tego, że oficer wypadkowy 20 minut po zdarzeniu w centrum Gdyni stwierdził, pomierzył, ofotografował, przyjął zeznania świadków postronnych i samej poszkodowanej-sprawczyni, która wtargnęła na jezdnie cwałując wydeptaną ścieżką na przystanek (również udokumentowane fotografią) i wlepił jej mandat, a mnie grzecznie zasalutował i przeprosił za kłopot, to jednak odbył się później "proces".
Pół roku później, rzeczoznawca szajki, przez sędziego wskazany, ustalił ekstraekspertyzie, że: " jak wynika z okólnika MIlicji Obywatelskiej numer ..., osoba dorosła o nieustalonej wadze, w zderzeniu z pojazdem o podwoziu trapezowym (moje auto nie miało), z prędkością 30-40km/h, zostanie odrzucona na odległość 14,6m od miejsca uderzenia". Wyszło z tego, że w czasie otarcia (fotografie auta pokazały brak jakichkolwiek śladów czy wgnieceń na masce) musiałem się znajdować na pasach a nie 15m za nimi w chwili otarcia się o bok mojego auta, jak zresztą potwierdzili świadkowie, a nawet koleś z kamerą z TVGdynia, który złożył zeznania bo jechał bezpośrednio za mną i widział dokładnie jak to było. Rzecz w tym, że żadnej sprawy być nie powinno, bo nie było kwalifikacji prawnej... nie było...ale się znalazła pół roku później w głowach szajki w togach... i dało się z tego wykombinować niezłą sumkę... jak sądzę. Próby żądań powołania innego biegłego, nowej ekspertyzy, powołania świadków znanych sądowi z zeznań i relacji, spełzły na niczym. Po molestowaniu kolejnymi sprawami, które odwoływano na godzinę przed terminem (w czasie, kiedy dojeżdżałem do Gdyni a Warszawy) oraz po rezygnacji Pani adwokat z "brania udziału w wojence z sędzią-koleżką" zmuszony zostałem naciskiem takim, że podobno ktoś na mnie napisał donos na Policję w Warszawie (ex wife, z policyjnej rodzinki) i sędzia Marcin J.K. nie popuści, a może nawet da wyrok bez zawiasów, zostałem zmuszony do przyznania się do winy i poproszenia o łagodny wymiar kary. Sędzia karę nominalnie postulowaną przez prokuratora potroił do 1,5 roku a okres łaskawego zawieszenia podwoił i dał krnąbrnemu piratowi z warsiafki do 2 lat.

Takim o to sumptem ja mam zasraną reputację, wywalili mnie z korporacji, i mało nie wylądowałem we więźniu.

Takie cwaniaczki przez Kawacha umocowani rządzą naszym losem...

I co zrobisz...jak nic nie zrobisz.

O tempora, o mores!
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

zwykły, prosty człowiek

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Niestety, mam wrażenie, że to dopiero przygrywka... Niestety te ćwoki trzymają samorządy i...
  • dla mnie Warzecha to lepki gość... zmieni śpiewkę (i nie raz już zmieniał) jak tylko ktoś...
  • coś mi się ten Zbysiu ostatnio nie podoba . Jakiś taki zmieszany...Jaki Patryś to jest...

Tagi

Tematy w dziale Społeczeństwo